Proszę Państwa, nareszcie nadszedł sezon Wieczorków u Juruć. Tęskniłam za nimi już od bardzo dawna i choć grono było dosyć kameralne, a czwarta Maka nie dojechała, to mimo wszystko noc z 15 lipca na 16 była doskonała.
Otóż, okazało się, że najlepsze arbuzy kupuje Miranda z Ziennią, a z kolei Zu Kufe in Kaufland. Jestem dumna, że mam takie piękne i kolorowe Przyjaciółki i tak cieszę się, że Was poznałam. Niestety na czas wakacji umiejętność pisania została schowana głęboko do szuflady, więc pokuszę się na moją ulubioną relację, czyli - fotorelację, z tego miejsca kieruję podziękowania do Agatki, która dzielnie przyniosła do mnie swój sprzęt. Ponadto pragnę zdradzić, że gdy tylko uporam się z programami do obróbki filmów, powstanie pierwszy FILM PEŁNOMETRAŻOWY o naszych przygodach.
Miłego podziwiania zdjęć!
Na koniec pragnę dodać, że Maka odkryło zupełnie nową porę obiadową. Otóż - 4 nad ranem to wspaniały moment, by zjeść pożywną kanapkę i suchą kiełbasę.
Wszystkie bardziej i mniej fantastyczne przygody naszego
poznańskiego wyjazdu opisała Maryja, nie chciałabym się powtarzać i pisać o tym
samym po raz kolejny. Ostatnio moje dni upływają
pod znakiem książki i herbaty ( i oczywiście internetów, zastanawiam się ile
czasu spędziłam w moim życiu na przeglądaniu pięknych stron/blogów i innych
tumblrów). Oglądam też od czasu do czasu
na wyrywki Seks w wielkim mieście. Serial, ani tym bardziej film, nie jest może
wysokich lotów ale za każdym razem zachwycam się markami, a przede wszystkim
butami.
Mogłoby
się wydawać, że bohaterki wiodą idealne życie. Perspektywa mieszkania w Nowym
Jorku, posiadania pięknego mieszkania, cudownej pracy ( zawsze marzyłam o tym,
żeby jak Carrie siedzieć przed swoim komputerem, pisać i jeszcze być publikowaną
w poczytnej gazecie), mogłoby się wydawać wszystkiego, ale zawsze pojawia się
coś co psuje tę równowagę. Jeżeli nie jest to żaden rzeczywisty bodziec, to coś
zmienia się w ich głowach i dążą zawsze do coraz to nowych celów. Stwierdziłam, że chyba tak jest ze
wszystkimi. NIGDY nie jest idealnie,
zawsze chcemy bardziej, mocniej, więcej, dalej. Chyba nikt z moich znajomych
nie miał takiego momentu, w którym powiedział dość, wystarczy mi to, co mam,
niczego więcej nie potrzebuję, jest wspaniale.
Nie neguję tego, a nawet powiedziałabym, że wręcz przeciwnie. Zauważanie
niedoskonałości jest chyba najważniejszą siłą napędową do dalszego działania.
Wiąże się to z zawodami i nieprzyjemnościami ale zatrzymanie ma związek tylko z
cofaniem się, nic więcej. Może to wynika z racji naszego wieku, może z charakteru.
Swoją
drogą, stan idealny chyba nigdy nie jest możliwy do osiągnięcia. Nasze ideały
przesuwają się chyba wprost proporcjonalnie do naszych osiągnięć. Czasami może
i bywa to zgubne czy mylące ale w większości przypadków formułuje coraz to nowe
cele. Zawsze jest coś do zrobienia, nie tylko w naszych szkolnych czy ‘karierowych’
sprawach ale przede wszystkim w życiu. W samych sobie. Do dzieła, pozostaje mi
tylko trzymać kciuki ( za siebie też).
Najcięższy okres za nami. Wygląda na to, że nikt nic nie
naskrobał już od miesiąca, dlatego następuje pełna mobilizacja. Cały maka-skład
ma wolne przez najbliższe 3 miesiące, dlatego będziemy mogły zdawać w miarę
regularne relacje z naszych wakacyjnych poczynań.
To jeszcze sesyjne menu. Podczas nauki zajadałyśmy się smakołykami widocznymi na pierwszym zdjęciu. Na finiszu mogłam sobie pozwolić na odrobinę luksusu - owsiankę z truskawkami i jagodami : )
Przez jakiś miesiąc czekałam aż nadejdzie TEN CZAS, wiecie o
co chodzi – bezkarne spanie do godzin późnych, nadrabianie sporych zaległości
książkowych i prasowych, dbanie o makamaka, spotkania z ludźmi, których nie
widziałam kilka miesięcy, bo odległość to jednak nie błahostka. Spełniło się.
Teraz mogę narzekać nieco mniej, bo z sesją jestem na czysto (mimo wszystkich skomleń
i marudzenia), więc tylko do przodu! Jakiś powód znajdzie się zawsze, ale na
pewno nie aż tak przytłaczający i dezorganizujący tzw. życie pozaszkolne
(pozastudenckie?? chociaż zacznę drugi rok, to w mojej głowie cały czas siedzą
słowa typu „szkoła, nauczyciel, lekcja”).
Propozycje śniadaniowe i ogrom świeżych owoców, z których stworzyłyśmy sporo szklanek pysznego koktajlu
Każdy wie, że nie można spać w nieskończoność i przesiadywać
non stop w domu, tym bardziej, że pogoda dopisuje. Połowa makamaka wybrała się
na superelorikiriki Open’era (w tym roku skład powalający, więc jednak trochę
zazdrościmy), a druga pojechała w tym czasie do Poznania na poszukiwania
mieszkania.
W ciągu dwóch dni przeszłyśmy miliony kilometrów, Mirek
została biznesmenką z terminarzem w torbie, planującą spotkania z
panami/paniami właścicielami, odbierającą i wykonująca telefony od godz. 9 do
24 (później nie odbiera, należy się skontaktować dopiero następnego dnia). Mimo
upałów i tego, ze raz nieomal wyszłyśmy z miasta haha (w poszukiwaniu jednej z ulic),
bawiłyśmy się świetnie, co nie jest w naszym przypadku żadną nowością. Gdy już
sądziłyśmy, ze znalazłyśmy dobre lokum na Jeżycach, okazało się, że nie wszyscy
ludzie są tacy super i potrafią pocisnąć wysad zupełnie bez powodu. Takim oto
sposobem ponownie jesteśmy bezdomne i spędzimy kolejne dni na przyjemnym portalu
gumtree.
Na szczęście pobyt w Mieście Doznań nie ograniczył się do flat-searching (jeśli takie słowo nie
istniało, to właśnie je stworzyłam). Pierwszy wieczór spędziłyśmy w Pasażu
Kultury na Starym Rynku, gdzie słuchałyśmy Kari Amirian (koncert w ramach Malta
Festiwal). Dziewczyna ma delikatny, aksamitny głos, spisała się bardzo dobrze. Równie
interesującą atrakcję stanowiła jedna z „fanek”, która miała kwiaty we włosach
i w rękach. Przepychała się przez tłum, trochę tańczyła, trochę krzyczała i
była pod wpływem czegoś, co powodowało, ze nie zachowywała się normalnie. Zwracała
na siebie uwagę, to prawda. Później poszłyśmy szukać toalety i w ten sposób
doszłyśmy do Klubokawiarni Meskalina. Planowałyśmy pojawić się tam już wieki temu, ale, jak zawsze, nie miałyśmy czasu albo znajdowałyśmy jakąkolwiek
wymówkę. Zaskoczyły nas tam dwie rzeczy. Negatywnie – powalające ceny piwa
(ratują ich tylko piękne kufle, w których je podają). Pozytywnie – bardzo
klimatyczny taras (dziedziniec? patio?), gdzie wiszą lampy dające niewielką,
ale w zupełności wystarczającą ilość światła i możliwość oglądania gwiazd na
niebie.
Drugiego dnia rano, po odwiedzeniu któregoś mieszkania z kolei
i wizycie na placu zabaw (huśtałyśmy się po raz pierwszy od tysięcy lat),
zaprowadziła mnie Mirek na Taczaka 20 na śniadanko serwowane z kawą. Jedzenie,
jak jedzenie – smaczne, ale też bez rewelacji. Kawa za to zasługuje na ogromny
plus, a szczególnie kremowa pianka na naszym cappuccino mmm… Jednak miejsce
samo w sobie ma ogromny potencjał, jest klimatyczne, urządzone na modłę
nowoczesną, króluje minimalizm. Ale to właśnie kochamy i dlatego spędziłyśmy
tam jakieś 2 godziny czytając interesująca, trudno dostępną (albo drogą) prasę.
Jeśli wpadniecie kiedyś do Poznania, nie zapomnijcie o wszystkich tych przybytkach, bo warto.
Kilka dni wcześniej zorganizowałyśmy grilla u Zieni w
ogrodzie. Od tamtego dnia uwielbiam to miejsce za drzewa owocowe, które wydają
piękne i smaczne plony oraz za PSA, który boi się pszczół : D
Podjęłam się rozdrabniania kolorowego pieprzu w moździerzu. Jak na pierwszy raz, to chyba wyszło nieźle, chociaż nierozgniecione kulki były wyczuwalne w sałatce
Oto Zienia - gospodarz grillowy. Jeszcze nie gościła na naszym blogu, więc dzisiaj debiutuje.
Na stole królował kurczak w marynacie z oliwy, cytryny, czosnku i tymianku. Całości dopełniała sałatka z grillowanej cukinii (zamarynowanej w świeżym imbirze i czosnku) i fety polana dressingiem z musztardy, oliwy, cytryny, kolorowego pieprzu i liści świeżej mięty
Oprócz tego - standardowo - pieczony chleb, kepucz i papryka prosto z rusztu. No i połowa maka-składu
Na dalszą część wakacji planujemy ponowny, jednonocny wypad
do Berlina, tygodniowe eksplorowanie Pragi na własną rękę, kolejne grille i
wizyty nad jeziorem. Zamówiłam też w końcu karnet na Nową Muzykę w Katowicach!
Mam nadzieję, że uda nam się zrealizować wszystkie plany. Zaczynamy też zbierać fundusze na przyszłoroczną wyprawę do Stanów, trzymajcie kciuki!
W najbliższym czasie planuję upiec tartę cytrynową i
jagodzianki waniliowe (mój debiut). Jeśli podołam wyzwaniu, na pewno
przedstawię efekty na naszym square.
Dla uprzyjemnienia sobotniego wieczoru polecam Francuza (Woodkid, czyli Yoann Lemoine), który ma niesamowity, przenikliwy głos. Drewniany dzieciak tym właśnie mnie
kupił i mam nadzieję, że was również. Słuchając, warto obejrzeć klip : )